W kosmetykach najczęściej jestem impregnowana na ochy i achy... Nie robią na mnie wrażenia kuszące slogany reklamowe. Retuszowane zdjęcia częściej mnie śmieszą niż wzruszają. A blogerskie zachwyty (najczęściej przecież sprzedane reklamowo) traktuję z lekkim przymrużeniem oka. Bo weź tu daj wiarę, że dziewczynie podoba się niemal tak samo marka kosmetyków naturalnych z wszelkimi certyfikatami, krem za pięć złotych i superdrogi odpowiednik, na który stać pewnie ten wąski margines najlepiej zarabiających w kraju...

W tym biznesie pracuję od kilkunastu lat, więc niejedno widziałam, niejedno słyszałam... Składy jako tako rozszyfrować umiem. Syntetyczne substancje - jesli widzę w INCI nie przyprawiają mnie o palpitacje serca, bo powiedzieć, że "chemia to samo zło" to daleko idące uproszczenie w tym segmencie produktów. Marki pojawiają się. Marki znikają. Marki ewoluują. W ostatnim czasie sympatyczne wrażenie zrobiła na mnie nowa marka Buña.

Dlaczego? Na powrocie do natury, inspiracji zielnikami i kosmetycznymi trikami, jakie stosowały przez wieki kobiety niejedna marka już się pozycjonowała. Były takie serie w Farmonie, w Joannie, w Bielendzie. Młode start-upy z kręgu kosmetyków eko też często idą tą drogą. Tu jednak cała marka jest zbudowana na tym koncepcie. Spójne podejście, to lubię. Kosmetyki są na kieszeń każdej Polki. Zakładam, że mogą z powodzeniem podobać się i młodym dziewczynom, które szukają dobrych, bezpretensjonalnych produktów, ale też kobietom dojrzałym i starszym, które na ziółka w kosmetycznej ofercie spojrzą z niejakim sentymentem. To marka nieprzegadana, nie siląca się na nowatorski design opakowań (aczkolwiek są estetyczne i zupełnie ładne...), niekrzykliwa reklamowo (mam już przesyt tych szumnych i śmialych deklaracji, jak to kosmetyki odmieniają nasz los...).

No i last but not least próbowałam już kilku kosmetyków (maseczek, soli do kąpieli, kremów do twarzy) i dały one bardzo przyjemne wrażenia w aplikacji, a skóra nie reagowała na nie w żaden sposób nerwowo (inna sprawa, że od lat nakładam tyle przeróżnych kombinacji kosmetycznych na swoją skórę, że ta już chyba na wszystko się uodpornila;-)). Bardzo lubię, kiedy kosmetyk nie kosztuje majątku, a dobrze nawilża, oczyszcza, koi i regeneruje. Zresztą spójrzcie na składy produktów. W większości baza jest bardzo podobna. Różnice robią się pod koniec składu.

Z nowości polecam Wam rozmarynową serię Buña. Sól do kąpieli i maseczkę na twarz. Nasze babcie wiedziały, że w przypadku przemęczenia rozmaryn zaparzony i dodany do kąpieli zapewni odprężenie i miłe orzeźwienie. Dzięki zawartości ekstraktu z rozmarynu pobudza on mikrokrążenie, przyjemnie łagodzi i ujędrnia naszą skórę. Po kąpieli ciało wygląda młodziej, jest pełne blasku, ma zdrowy i piękny koloryt, a my czujemy się przyjemnie zrelaksowane zwłaszcza, jeśli w jej trakcie naszą twarz pielęgnuje maseczka - oczywiście także  z rozmarynem.To ziele znane jest z tego, że odżywia, rewitalizuje i ujędrnia skórę twarzy jednocześnie redukując zmarszczki i pozwalając zachować młodość. Jego działanie wspierają: ekstrakt z pięciornika i aż pięć cennych olejków m.in.: rokitnikowy oraz makadamia. Maseczka wygładza zmarszczki, rewitalizuje cerę, przywraca jej jednolity koloryt i młodzieńczy blask, a także redukuje przebarwienia. Po nałożeniu kosmetyku skóra jest elastyczna, wygładzona, wyraźnie odmłodzona i promienna, a relaksujące chwile w wannie potęgują ten efekt.

Spójrzcie na te korzystne ceny!
Sugerowana cena maseczki: 9,99 zł/70 ml
Sugerowana cena soli do kąpieli: 8,99 zł/600 g.




Polecam! LoveCosmetics