Konkursów na najlepsze kosmetyki jest na rynku cała masa. Z założenia mają wyłaniać naprawdę wartościowe produkty. Tylko dlaczego czasem wyniki wydają się absurdalne?

Jedne nagrody są postrzegane przez firmy jako bardziej prestiżowe, inne mniej. Każda jednak marka walczy o rozmaite statuetki, które dekorują później sale konferencyjne lub gabinet prezesa. Logo konkursu trafia często na opakowanie zwycięskiego produktu lub pojawia się w reklamie marki. Chwalić się jest miło, ale jest też drugie i trzecie konkursowe dno.

Konkurs od kuchni wygląda nieciekawie

Podobno lepiej jest nie wiedzieć, jak powstaje kiełbasa i robi się politykę. Z konkursami dziś chyba jest podobnie. Stąd tak wiele zaskoczeń, że taka czy inna marka zdobyła trofeum produktem, który jest bardzo przeciętny oględnie mówiąc. Zostawiam to na boku. Brakuje w wielu przypadkach przejrzystości, by było wiadomo oficjalnie, jak wyłaniane były zwycięskie kosmetyki, według jakiej punktacji, kto z kim konkurował i jaką przewagą wygrał… Punkt odniesienia mógłby rzucić światło na  kwestie wiarygodności nagrody.

Dewaluacja
Coś się jednak w ogóle w temacie konkursów dewaluuje. Po pierwsze jest ich bardzo dużo. Za dużo... Statystyczna konsumentka może pogubić się już w tym, kto daną nagrodę przyznaje i według jakich zasad. To sprawia, że widząc na półce tak wiele produktów pooznaczanych jako zwycięzcy rozmaitych konkursów, nie traktujemy tego jak wyroczni, co bezapelacyjnie warto kupić. Polki stają się coraz bardziej sceptyczne, czy naprawdę kosmetyk z logo jakiejś nagrody jest lepszy od konkurencyjnego produktu, który stoi obok na półce i etykietki konkursowej nie posiada.

Nagród ma starczyć dla wszystkich?
Nagrody sypią się na lewo i prawo. Wystarczy wejść na strony internetowe producentów, by w odpowiednich zakładkach zobaczyć całą listę zwycięstw na przestrzeni ostatnich lat. Rynek kosmetyczny w Polsce jest bardzo konkurencyjny. Firmy polskie, firmy zagraniczne, raczkujące start-upy i globalne korporacje z wielkim stażem w branży – wszyscy walczą o swój kawałek tortu… Każda marka chce, być widoczna w kolorowej prasie, więc współpraca z wydawnictwami jest w naturalny sposób wpisana w koszty działalności. A reklam wydawnictwa potrzebują, bo to ich główne źródło dochodu. Symbioza więc jest w tym przypadku stanem, który oddaje wzajemne relacje. Czy podobnie jest w przypadku organizowanych konkursów?

Wygrywają swoi:-)

Chciałabym  wierzyć, że na jury nie wywierana jest presja. Z drugiej strony widoczne gołym okiem staje się takie rozmnożenie konkursowych kategorii, by jak najwięcej firm wymarzoną nagrodę otrzymało. To jednak konkursowe samobójstwo z punktu widzenia postrzegania nagród przez konsumentów. Jeśli nagroda trafia do kilkudziesięciu firm, jej wartość spada. Jeśli otrzymują je produkty przeciętne lub zwyczajnie słabe jest to samobójstwo z wyjątkowym okrucieństwem.

Jak oni wybierają?
No dobra – może ktoś zaoponuje – nagród jest tak wiele, bo to bardzo dynamiczna branża – mnóstwo firm, mnóstwo nowości co roku, jest w czym wybierać i co nagradzać… Na pewno zgodzę się z tym, że dobrych kosmetyków jest sporo. Co nie przekonuje mnie jednak, że tych nagród powinno przybywać niczym przez pączkowanie. Gdyby ktoś zdecydował się nagrodzić 10 najlepszych produktów (choć o subiektywności sądów za chwilę), to bardziej świadczyłoby o ich wyjątkowości niż kilkadziesiąt takich samych statuetek przyznanych wielu markom. A skoro już te nagrody nam tak pączkują, to może w ogóle należałoby oceniać podobne kosmetyki z podobnymi?

Czy obowiązują jakieś standardy wyboru???

Dlaczego krem na trądzik zdaniem jury okazał się lepszy od kremu na atopowe zapalnie skóry? To przecież jak porównywanie jabłek z gruszkami. I tu też konsumenci zaczynają się zastanawiać, ale jak to jest z ocenami? W jaki sposób kilku jurorów jest w stanie przetestować setki produktów w kilka miesięcy czy czasem kilka tygodni (jak mocniej się wczytać w regulamin)? I w jaki sposób oceniają produkty, które nie są dedykowane do ich wieku czy typu skóry? Tego nie wiemy. Możemy założyć, że testują je wybrane osoby, które dzielą się swoimi opiniami. Ale jak to się ma do samego głosowania? Każdy produkt jest osobno oceniany? Jakie czynniki są brane pod uwagę?

Co tak naprawdę decyduje, że pokonał kontrkandydatów do nagrody?

Zastanawiam się nieraz, czy wyniki konkursów byłyby takie same, gdyby jurorzy testowali produkty metodą ślepej próby i dopiero po oddaniu głosów dowiadywali się,  na jakie marki zagłosowali...? Przypuszczam, że niekoniecznie;-) O ile głosowanie ma jakiekolwiek znaczenie, a nie dział reklamy, który musi zdecydować, która stauetka przełoży się na wyższe wpływy...

W Internecie można znaleźć też takie głosy, że dziwią wygrane kosmetyków kosztujących czasem kilka tysięcy złotych, bo to odrealnione kwoty jak na polskiego klienta. Będę jednak bardziej tolerancyjna. Jeśli kategoria supereskluzywnych kosmetyków z jakiś powodów jest, niech będzie. Są jak widać konsumentki, które z jakiś przyczyn chcą produktów horrendalnie drogich. Na pewno jest ich mniej niż klientek, dla których wysoka cena kremu zaczyna się od 25 zł, ale skoro jest określony popyt, to jest też określona podaż.


Mniej zastrzeżeń budzą konkursy, w których głosują konsumenci, zwłaszcza jeśli publicznie podaje się, ile osób wzięło w nim udział. To ważne, bo inaczej spojrzymy na wyniki wiedząc, że głosowało 100 tys. konsumentek, a inaczej jeśli była to grupa 150 internautek czy czytelniczek jakiegoś niszowego pisemka;-)

Oscar świeci przykładem
Dlaczego Oscary budzą emocje? Bo tu zasady są proste. Jest komisja fachowców branży filmowej, która kwalifikuje filmy i ich twórców do finału. Wszystko jest jasne. Laureatów Oscarów wybierają amerykańscy filmowcy z różnych profesji. Jury podzielone jest na 15 sekcji. Członkiem może zostać każda osoba, która zasłużyła się czymś w przemyśle filmowym. Kandydaturę musi zaakceptować komisja danej sekcji. Obecnie w głosowaniu bierze udział około 6000 osób. Na obejrzenie wszystkich nominowanych filmów Akademicy mają 3 miesiące. Aby uniknąć przecieku do mediów, głosują korespondencyjnie, nie wiedząc, jak rozkładają się typy innych jurorów.  Ich głosowanie wyłania finalistów. Pierwsze statuetki przyznano w 13 kategoriach. Jednak szanse na Oscara się zwiększyły – dzisiaj mamy 24 kategorie. W każdej z nich ogłasza się od 2 do 5 nominacji.

Ta zasada nie obowiązuje kategorii "Najlepszy film", w której w czasem nominuje się więcej filmów. I znów: są rozmaite kategorie, ale to najlepszy film, najlepsza aktorka i najlepszy aktor wzbudzają najwięcej emocji. Oczywiście widzowie czasem są rozczarowani takim czy innym werdyktem, ale nikt nie kwestionuje kompetencji jury. Bo są tam zawodowcy.


I takich konkursów życzyłabym sobie na rynku kosmetycznym. Uporządkowanych. Ocenianych przez fachowców w temacie. Bez rozdrabniania. Wtedy prestiż być może wróci. Na razie gdzieś się rozmył...

Konsumentko, tak naprawdę twój „głos” jest najważniejszy!
A ostatecznie – gala wręczania nagród, piękna statuetka, ten cały blichtr, to wszystko piękne i miłe. Można pooznaczać na Instagramie zdjęcia z imprezy z hashtagami #PRgirls #award #victory, spotkać znajomych z branży, pogadać, pobankietować. Pocieszyć wygraną. Nawet jeśli nagroda jest kupiona - reklamą w danym piśmie. Na rynku kosmetycznym konkursów jest mnóstwo, ale najważniejszy to ten przy kasie, gdzie głosują konsumenci w sposób najbardziej obiektywny - portfelami.